Każdy człowiek ma w swoim życiu coś, co zapiera mu dech w piersiach, a dla Jamesa Pottera niewątpliwie była to Lily Evans.
Nie musiała nawet robić nic szczególnego. Wystarczyło, że po prostu stała, otoczona tłumem całkowicie nieistotnych uczniów, uśmiechając się tak absolutnie cudownie jak tylko ona potrafiła, a jego serce natychmiast przyśpieszało, wystukując nieregularny rytm miłosnej ballady. Nawet z tej odległości potrafił dostrzec najmniejszy szczegół jaki zmienił się w jej wyglądzie przez wakacje. Na uroczej, drobnej twarzy rozbudowała się prawdziwa konstelacja piegów, która podobnie jak brązowa opalenizna, stanowiła wspomnienie wakacyjnego słońca. Jeszcze nie tak dawno sięgające ramion włosy sporo urosły i zwijały się w rozwichrzone fale, sprawiając wrażenie, jakby dziewczyna dopiero wróciła znad oceanu. Ciemnozielona sukienka podkreślała zarówno szczupłe łydki rudowłosej jak i szmaragdowe oczy, aż James sam nie wiedział, na co dokładnie powinien spojrzeć. Była piękna. Niczym księżniczka z klasycznego, starego obrazu, jednego z tych, ozdabiających dom Blacków.
Słyszał, że Syriusz coś do niego mówi, ale nie przejmował się tym, by odpowiedzieć. Istniały rzeczy ważne i ważniejsze, a widok Evans z pewnością należał do drugiej kategorii.
- Rogacz! - przyjaciel uderzył go w ramię, widocznie nie zgadzając się z jego hierarchią wartości. Okularnik posłał mu obrażone spojrzenie.
- O co ci chodzi?
- Jeszcze się napatrzysz na Rudą w tym roku...– Black uśmiechnął się złośliwie. - Więc może znajdziemy jakiś przedział?
Chcąc nie chcąc, powoli skinął głową i po raz ostatni zerknął na ulubioną gryfonkę. Łapa miał rację: jeszcze zdąży ze wszystkim co obiecał zrobić. Na początku musiał ją przeprosić, to z pewnością. Przez ostatnie dwa miesiące układał w głowie przemowę, ale czuł, że gdy tylko dziewczyna spojrzy na niego tym niewinnym spojrzeniem, wszystko mu ucieknie. Jednak musiał chociaż spróbować...
- Hej, Evans!
Rudowłosa odwróciła się do tyłu, by zobaczyć przebijającą się przez tłum Cathy, nokautującą przypadkowych pierwszorocznych swoim ogromnym kufrem. Mimowolnie poczuła jak uśmiech sam wpływa na jej usta i już po chwili przyjaciółki rzuciły się sobie na szyję, próbując tym samym przekazać sobie całą swoją tęsknotę dwóch miesięcy, do której nie przyznały by się głośno. Mimo częstych wizyt w te wakacje, musiały przyznać, że to nie było to samo, co spędzanie ze sobą dwudziestu czterech godzin na dobę.
- Co u ciebie? - Lily odsunęła się od gryfonki i natychmiast wzięła z jej rąk metalową klatkę, w której spokojnie siedział kot brunetki, Polifem. Catherine odgarnęła z czoła czekoladowe loki i uśmiechnęła się z wdzięcznością do Evans. Jak zwykle zaspała, kufer nie chciał współpracować, a ten cholerny zwierzak tylko ją denerwował. Na dodatek nie zjadła śniadania, co wprawiło ją w bardzo zły nastrój i w połączeniu z jej zerową koordynacją ruchową nie było niczym dobrym. Tylko na peronie potknęła się jakieś pięć razy.
Wymieniając się najnowszymi wiadomościami, zatargały bagaże do pociągu.
- Huncwoci pewnie już coś zajęli – mruknęła Pollard, zaglądając do kolejnych przedziałów w poszukiwaniu kolegów, kiedy kątem oka dostrzegła jak jej przyjaciółka zatrzymuje się gwałtownie i siada na bagażach. - Lily, coś się stało?
- Potter się stał – parsknęła Evans, wbijając spojrzenie w widok za oknem. - Nie wiem jak się zachować...
Ich dwójka nigdy nie mogła się dogadać, ale koniec zeszłego roku był czymś, co tkwiło w pamięci dziewczyny przez całe wakacje. Każdy z nich przesadził i powiedział coś czego żałował. Wiedziała, jak okropnie zachowała się na błoniach i nie dziwiła się Jamesowi, jeżeli nie chciał z nią rozmawiać. Nie chodziło nawet o to, że kłamała. Nadal uważała, że był zakochanym w sobie pozerem, który potrafił doprowadzić ją na skraj wytrzymałości. Ale nie powinna krzyczeć na niego przed całą szkołą, zwłaszcza, że jej wściekłość była skierowana na kogoś innego. Potter oberwał rykoszetem odbitym od Severusa, jedynej osoby winnej w całym zajściu.
- Daj spokój, Ruda – Cathy przewróciła oczami, opierając się o ścianę pociągu. - Przeprosisz, dasz mu buzi, będzie po sprawie - zignorowała mordercze spojrzenie przyjaciółki i jednym ruchem postawiła ją na nogi. - No rusz się, bo tylko tamujesz przejście.
Lily niechętnie spełniła rozkaz przyjaciółki, żałując tego w chwili, gdy przekroczyły próg przedziału, zajmowanego przez kolegów z roku. Cała czwórka, siedziała już na swoich zwyczajowych miejscach, teraz skupiając swoją uwagę na dziewczynach, stojących w wejściu.
- Cześć wam – uśmiechnął się Peter, jakby nie wyczuwając niezręcznej atmosfery. - Jak wakacje?
Cathy z trudem powstrzymując śmiech, usiadła obok chłopaka, odpowiadając na jego kurtuazyjne pytanie. Remus i Syriusz włożyli jej kufer na półkę, próbując zachowywać się normalnie, ale gdy wykonali zadanie, jedynym co mogli zrobić był powrót na swoje miejsca i pilnowanie by nikt nikogo nie skrzywdził. Ku ich zaskoczeniu, żadne z dwójki głównych zainteresowanych nie wyglądało jakby miało ochotę rozpocząć trzecią wojnę światową.
- Hej, Evans – James uśmiechnął się nieśmiało, nie odrywając spojrzenia od twarzy ukochanej. Widział jak walczy ze sobą i w duszy odliczał sekundy do usłyszenia jej melodyjnego głosu. Prawą ręką przeczesał zmierzwione włosy, dopiero po fakcie przypominając sobie, że Ruda przecież tego nie lubi. Od dziecka robił tak, gdy się denerwował, a przy Lily odczuwał stres większy niż przed kimkolwiek innym. Syriusz wielokrotnie wypominał mu, że zachowuje się jak głupek.
- Cześć, Potter – uciekła wzrokiem i o dziwo nie była nastawiona tak wojowniczo, jak pod koniec zeszłego roku. Wyglądała jakby miała ochotę wybiec z przedziału, a jej twarz nagle zbladła.
- Wszystko w porządku? - w myślach już przypominał sobie podstawowe zaklęcia medyczne, jednak dziewczyna nagle westchnęła, a następnie z prędkością błyskawicy wyrzuciła z siebie zaskakującą prośbę.
- Możemy pogadać?
Cathy uśmiechnęła się z zadowoleniem, puszczając oczko do Huncwotów. Trudno było stwierdzić, który z nich był bardziej zdziwiony. James jakby w amoku wstał ze swojego miejsca i ruszył na korytarz, oczywiście przepuszczając Lily przodem, jak na prawdziwego gentlemana przystało. Pozostała trójka gryfonów rzuciła się w stronę Pollard, odcinając jakąkolwiek drogę ucieczki.
- Ty coś wiesz!
- Lily bierze jakieś leki?
- Wszystko wróci do normy?
Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko i poklepała Blacka po ramieniu.
- Czas pokaże.
Ruda nigdy nie sądziła, że jej buty są aż takie ciekawe. Wydawałoby się, że to tylko proste, czarne pantofelki, podobne do wszystkich innych, ale przecież miały uroczą srebrną klamrę przy pasku i niewielkie przetarcia na czubkach, które...
- Cieszę się, że chciałaś ze mną porozmawiać - James przerwał niezręczną ciszę, a jego głos był tak spokojny, że Evans mimowolnie przestała obserwować swoje obuwie i skupiła się na twarzy chłopaka. - Martwiłem się, że nie będę miał okazji przeprosić cię za...
- Ty mnie? - dziewczyna parsknęła nerwowym śmiechem, zakładając luźne kosmyki rudych włosów za ucho. - To ja powinnam przeprosić ciebie. Zachowałam się okropnie.
Żadne z nich nie spodziewało się w którym kierunku pójdzie ta rozmowa, więc teraz uśmiechnęli się do siebie, czując jak atmosfera powoli paruje. James wpatrywał się w Lily z prawdziwym zachwytem, nie mogąc nasycić oczu jej niewinnością i urokiem. Miał świadomość, jaką trudność musiały sprawić jej przeprosiny oraz jak bardzo ukuły ją w dumę. A jednak zrobiła to, ponieważ uważała, że na to zasłużył i myśl ta wypełniła przyjemnym ciepłem jego klatkę piersiową.
- Nigdy nie lubiłam, kiedy gnębiliście Severusa, więc się zdenerwowałam, a potem on...- dziewczyna wzięła głęboki oddech. Jej żołądek zacisnął się w ciasny supeł na wspomnienie tego okropnego słowa, jakim została naznaczona. - Wyżyłam się na tobie, bo zabolało mnie jego zachowanie. Nie powinnam była tego robić.
- W porządku, ja też nie zachowałem się idealnie.
Oczywiście, że nie. Ale oboje wiedzieli, że nie żałował niczego, co się stało. Dręczył Snape'a od pierwszej klasy, choć Lily wielokrotnie prosiła, żeby tego nie robił. On jednak, w przeciwieństwie do niej, nie miał oczu zaślepionych wizją przyjaciół z dzieciństwa. Wiedział co tak naprawdę oznaczała znajomość ze ślizgonem: czarną magię oraz problemy, i Ruda za nic w świecie nie pasowała do tych dwóch elementów. Teraz jednak, jakimś cudem, Rogaczowi udało się upiec dwa hipogryfy na jednym ogniu: rozdzielić ją ze Smarkerusem i sprawić, że spojrzała na niego trochę bardziej przychylnie.
- Czyli między nami wszystko okej? - mruknęła, ponownie wbijając wzrok w swoje buty, na co James przytaknął, nie mogąc powstrzymać uśmiechu zadowolenia. - To wracajmy.
Chciała uciec jak najszybciej i ponownie znaleźć się w gronie przyjaciół. Przebywanie z Potterem sam na sam w wąskim korytarzu nie było mądrym pomysłem. Uśmiechnęła się niepewnie i już chciała go wyminąć, kiedy zagrodził jej przejście, opierając dłoń o ścianę.
- To co, Evans? Umówisz się ze mną? - przez moment poczuła przypływ adrenaliny i ochoty żeby rzucić w niego zaklęciem. Szybko jednak dostrzegła żartobliwe błyski w orzechowych oczach i odetchnęła z ulgą.
- Na to trzeba sobie zasłużyć, Potter – pokazała mu język, przemykając pod jego ramieniem, by zniknąć w zajmowanym przez ich przyjaciół przedziale, nawet nie wiedząc jakie znaczenie miały dla niego jej słowa. Zamierzał zapracować na jej zaufanie, bo teraz miał coś co podtrzymywało go w tej decyzji. W końcu miał nadzieję.

Czyli jestem pierwsza? :D
OdpowiedzUsuńProlog świetny, końcówka najbardziej poruszyła moje serduszko - para James&Lily jest zdecydowanie najlepszą parą w dziejach Harry'ego Pottera.
Czekam niecierpliwie na pierwszy rozdział!
Buziaki :*
Ohhh... Wkurza mnie szablon, bo źle się czyta, ale to tylko moje zdanie i moich oczu, przyzwyczajonych do wattpada :D
OdpowiedzUsuńNo ale wkurza, nie wkurza, treść fajna, ale po prologu za dużo powiedzieć się nie da oprócz tego, że James jest uroczy, Evans dojrzalsza, a Ty masz lekkie pióro. I obyś miała w sobie dużą motywację, bo ja zaczęłam coś tam pisać, a jak się skończyło? No właśnie... skończyło :( Więc życzę zacięcia i dużo weny!
Jeju piszesz cudownie!!!! Już pierwsze słowa zachęcając do dalszego czytania :D Czekam na więcej :D
OdpowiedzUsuńMoja ulubiona blogerka! Świetne jak zawsze, albo nawet co raz lepsze ;* Czekam na ciąg dalszy.
OdpowiedzUsuń"Miał świadomość, jaką trudność musiały sprawić jej przeprosiny oraz jak bardzo ukuły ją w dumę." - *ukłuły
OdpowiedzUsuńPoczątek bardzo sympatyczny, więcej napiszę po przeczytaniu kolejnych części ;)
Pozdrawiam i życzę weny!
~Arya
PS Mnie też szablon trochę przeszkadza, sama grafika jest bardzo ładna, ale litery na tym tle bardzo męczą :/
Świetny rozdział, przechodzę dalej :D
OdpowiedzUsuń~Arya
O nie xD Ten kom miał być pod następnym rozdziałem, wybacz ;)
Usuń