Miałem inne plany na
ten wieczór - burknął niezadowolony Syriusz, kiedy wraz z Jamesem
siedzieli pod Pokojem Wspólnym ślizgonów. Posadzka była
przeraźliwie zimna, podobnie jak gruby mur, o który się opierali,
ale Potter nic sobie z tego nie robił, jak zaczarowany wpatrując
się w mapę. Łapa wiedział, że przyjaciel boi się o Rudą i
traktuje całą sprawę bardzo osobiście, ale powoli zaczynał
uważać, że okularnik popada w niewielką obsesję.
- Która tym razem? -
mruknął chłopak, całkowicie niezainteresowany, na co Black
przewrócił oczami.
- Lily Evans z
Gryffindoru. Niezła ślicznotka.
- Pewnie. Powodzenia.
W ogóle go nie słuchał.
Syriusz z nudów zaczął stukać palcami po marmurowej podłodze,
przestając dopiero, gdy drzwi otworzyły się i przeszła przez nie
grupa uczniów Slytherinu. Dzięki Merlinowi za pelerynę niewidkę,
która szczelnie ich okrywała. Rogacz również podniósł wzrok,
doskonale wiedząc, że między ślizgonami znajdują się także
jego cele, a serce Blacka na chwilę przystanęło, kiedy dostrzegł
wśród nich swojego brata.
Podejrzana grupka
skierowała się w stronę wyjścia z lochów, więc niezgrabnie,
uważając by nie zdradzić swojej obecności, wstali i ruszyli za
nimi. Łapa nie odrywał wzroku od pleców Regulusa, zaskoczony tym
jak bardzo zmienił się przez wakacje. Urósł, ale nadal był
drobniejszy niż on, co zważywszy na jego pozycję w quidditchu
pozostawało zaletą. Jego rysy twarzy wyostrzyły się, a oczy jakby
pociemniały i Syriusz uświadomił sobie, że to nie jest już
dzieciak, za jakiego zawsze go miał.
- Okej? - szepnął
wyraźnie zmartwiony James, dlatego powoli skinął głową.
Co do cholery jego
młodszy brat robił w towarzystwie Lestrange'a? Zawsze wiedział, że
przy wychowaniu Rega, rodzice starali się naprawić wszystkie
„błędy” popełnione przy jego osobie, jednak nigdy nie
podejrzewał, że mogą wcisnąć go w towarzystwo śmierciożerców.
Przecież miał tylko piętnaście lat...
- Jak w domu? - zapytała
Bellatrix, uczepiona ramienia Rudolfa jakby ktoś rzucił na nią
zaklęcie Trwałego Przylepca. Regulus wzruszył ramionami,
całkowicie niezainteresowany rozmową z kuzynką.
- Rodzice nadal plują
ogniem za ucieczkę mojego brata.
Syriusz z trudem
powstrzymał chichot.
- Pieprzony zdrajca -
warknęła dziewczyna, odgarniając z czoła ciemne loki. -Jeszcze
kiedyś pożałuje zadawania się z tą hołotą...
- Z tego co wiem mieszka u
Potterów i ma się całkiem nieźle – jego głos był całkowicie
wyprany z emocji, ale nieokazywanie uczuć było najważniejsza
umiejętnością wyniesioną przez obu braci z rodzinnego domu.
- Przez niego rodzice chcą ze mnie uczynić syna idealnego.
- Zawsze byłeś lepszy od
niego - do rozmowy wtrącił się Lestrange. - I potrafisz dobrze
wybrać strony.
Za tym stwierdzeniem
kryło się coś, co zwróciło uwagę gryfonów, a samego Regulusa
wprawiło w posępny nastrój. Łapa zacisnął dłonie, czując
przypływ wściekłości.
- Oczywiście- młodszy z
Blacków skinął głową, nawet nie patrząc na swoich rozmówców.
-Muszę jeszcze wejść do biblioteki...
Odszedł, odprowadzany
spojrzeniami przez wszystkich obecnych. Bella stanęła na palcach,
by zrównać się wzrostem ze swoim chłopakiem i zniżyła głos do
szeptu.
- Myślisz, że ma jakieś
wątpliwości?
- Spokojnie, wkrótce
zrozumie, że to jedyna słuszna droga.
James kątem oka zerknął
na swojego przyjaciela, który ku jego zdziwieniu uśmiechał się
krzywo.
- Nie słyszałeś? -
zapytał Syriusz, dostrzegając zaskoczenie na twarzy okularnika. - Ma
wątpliwości.
Dorastając w takim, a
nie innym środowisku, udało mu się stworzyć pewną teorię,
której lubił się trzymać: każdy miał w sobie tyle samo dobra
ile i zła. To od człowieka zależało, którą drogę wybrał, a
Regulus nadal mógł postawić na tą odpowiednią.
Postanawiając zająć
się tym później, całą uwagę skupił na Rudolfie, który wraz z
Bellą również odłączył się od reszty towarzystwa i wyszedł na
błonia. Zanosiło się na deszcz, a wiatr wiał tak przeraźliwie,
że gryfoni mieli prawdziwe problemy z utrzymaniem peleryny. Mimo to
jednak wytrwale podążali za swoimi podejrzanymi, którzy zatrzymali
się dopiero przy granicy Zakazanego Lasu.
- Mieliśmy dobre
przeczucie - westchnął James, obserwując jak witają się z
Carrowami i McNairem.
- Udało się? - zapytał
Amycus, a jego siostra niemal pisnęła z podekscytowania. Potter
poczuł jak zjedzona na obiad zapiekanka przewraca mu się w żołądku.
- Macie szczęście.
Spotkacie się z Panem szybciej niż przypuszczałem.
- To znaczy? - Walden
przestępował z nogi na nogę, uśmiechając się szeroko. Dłonie
trzymał w kieszeniach szaty i trząsł się z zimna, ale nie
wydawało mu się to przeszkadzać.
- Na następnym wyjściu
do Hogsmeade. Więc lepiej nie dostańcie szlabanu, bo drugiej szansy
nie będzie - Rudolf brzmiał tak mrocznie, że Huncwoci poczuli gęsią
skórkę. - Lord potrzebuje odpowiednich kandydatów.
- Oczywiście! - Alecto
pokiwała głową, tak energicznie, że jasne, rzadkie włosy całkiem
zasłoniły jej twarz. Lestrange posłał im ostatnie pogardliwe
spojrzenie i burcząc coś w stronę Bellatrix, ruszył z powrotem do
zamku. Trójka młodszych ślizgonów z przejęciem zaczęła
wyobrażać sobie zapowiedziane spotkanie z Czarnym Panem, a James
stwierdził, że usłyszeli już dość. Pociągnął Blacka za ramię
i w ciszy doszli do wieży Gryffindoru. Zignorowali siedzące przy
kominku dziewczyny, udając się prosto do własnego dormitorium.
Potter padł na łóżko, wbijając spojrzenie w sufit, kiedy jego
myśli pędziły w zawrotnym tempie.
- To co, Rogaś - Syriusz
przerwał napiętą atmosferę. - Jakieś plany na sobotę?
- O nie...- jęknęła
Lily, szybko skupiając całą swoją uwagę na leżącym przed nią
talerzu. Rude włosy zasłoniły jej twarz, kiedy z uporem starała
się nie patrzeć na drzwi do Wielkiej Sali. - Idą.
- Kto znowu? - Cathy nawet
nie podniosła wzroku znad swojej pośpiesznie pisanej pracy z obrony
przed czarną magią. W lewej dłoni trzymała kubek z kawą, z
którego co jakiś czas upijała kolejny łyk.
- Huncwoci...- mruknęła
jej przyjaciółka, dłubiąc widelcem w jajecznicy. Westchnęła
głęboko, czując jak odchodzi jej cały apetyt. Pollard posłała
jej pytające spojrzenie.
- I co w związku z tym?
- A to, że wczoraj
wywiesili ogłoszenie o wyjściu do Hogsmeade - burknęła. - A ja nie
widziałam ich od tamtego czasu.
To ożywiło brunetkę,
jak wszystko co wiązało się z aferami i zagadkami.
- Fakt, ostatnio coś
ciągle znikają, no nie?
- To nie jest istotne -
Lily machnęłą ręką. Zerknęła w kierunku gryfonów, którzy na
całe szczęście zatrzymali się by porozmawiać z Frankiem
Longbottomem z siódmej klasy. -Chodzi o to, że nie mam pojęcia co
odpowiedzieć Jamesowi!
Catherine uznała, że i
tak nie skończy wypracowania, więc chwyciła pergamin i wraz z
piórem wcisnęła go do torby. Odwróciła się w stronę swojej
rozmówczyni, nie do końca pojmując tok jej myśli.
- Ale że co?
- Że Hogsmeade! - zawołała
Evans, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
Odsunęła od siebie talerz z nieruszonym jedzeniem. - Skup się
trochę!
- Przepraszam, ale nie
mogę - brunetka wzruszyła ramionami, a następnie nachyliła się w
stronę przyjaciółki. Jęknęła przeciągle, zerkając w stronę
stołu profesorskiego. - Czy ty widzisz jak dobrze wygląda dzisiaj
Grant? Mam wrażenie, że robi to specjalnie...
- Jasne...z pewnością
specjalnie próbuje wzbudzić zainteresowanie uczennicy, której nie
chce.
- Ałć - Cathy udała
oburzoną, szturchając Rudą w ramię. - Ktoś tu się chyba nie
wyspał.
- Wiem, jestem okropna -
przyznała. - Ale to dlatego, że się martwię! Rogacz i ja
naprawiliśmy nasze stosunki i nie mam zamiaru ich teraz popsuć
przez danie mu kosza.
- A może najpierw
poczekasz, aż faktycznie cię zapyta?
Evans otworzyła usta
jakby chciała coś powiedzieć, jednak szybko je zamknęła. Przez
pół minuty, marszczyła czoło, usilnie się nad czymś
zastanawiając.
- Myślisz, że tego nie
zrobi? - zapytała w końcu. - Zawsze robił.
- Ale "zawsze"
nie towarzyszyła mu pewna urocza blondynka, doprowadzająca nas do
szału - Cathy uśmiechnęła się słodko, głową kiwając w stronę
rozmawiających tym razem z Willis gryfonów. Śmiali się właśnie
głośno z czegoś co powiedziała ścigająca, a do Lily jakby nagle
coś dotarło, ponieważ wciągnęła głośno powietrze.
- Sophie? - mruknęła,
zaskoczona, że sama nie wpadła na ten pomysł. - Pójdzie z Sophie?
- Nie mam pojęcia, ale
nie zdziwiłabym się...- Cathy z całej siły starała się nie
roześmiać na widok miny Rudej, a żeby to sobie ułatwić, po raz
kolejny zwróciła wzrok w stronę ulubionego nauczyciela. - Hej,
sądzisz że zmuszenie Granta do dania mi szlabanu jest dobrym
pomysłem?
- Równie dobrym jak
przytulenie sklątki tylnowybuchowej albo powiedzenie Syriuszowi
komplementu – Lily postanowiła powstrzymać przyjaciółkę już
na samym początku.
- To jak mam go zmusić,
żeby spędził ze mną trochę czasu i zobaczył jak fantastyczna
jestem?- Pollard machnęła swoimi ciemnymi włosami, zupełnie nie
przejmując się jak arogancko zabrzmiała. Jej przyjaciółka
zachichotała.
- Obawiam się, że twoją
jedyną opcją jest porwanie go.
- Nie powinnaś czasem być
po mojej stronie, Evans? Chyba tak powinny działać te rzeczy?
Rudowłosa przewróciła
oczami, nalewając zielonej herbaty do filiżanki.
- Jasne, już się
poprawiam- mruknęła, obserwując rozbawionych Huncwotów, którzy
żegnali się z Willis i jej wyraźnie zachwyconymi koleżankami z
rocznika. -Ale z niego kretyn. Jak on tak może. Nie jest ciebie
wart. Oderwać mu...nogi. Lepiej?
- Dorzucić parę
przekleństw i zastąpić nogi inną częścią ciała. Mimo to,
widzę progres.
Remus opadł na miejsce
obok brunetki, po czym pocałował ją na przywitanie w policzek.
Sekundę później przy stole pojawiła się również reszta
gryfonów, więc dziewczyny wymieniły znaczące spojrzenia.
- Co u was? - uśmiechnął
się Peter, sięgając po pieczywo. Obie wzruszyły ramionami.
- Rozmawiamy o wyjściu do
wioski - Cathy postanowiła zignorować Lily, która wbijała jej
łokieć między żebra. - Macie jakieś plany?
- Właściwie to tak -
Syriusz pokiwał głową, nie zaskakując ich ani trochę.
- Która tym razem dała
się nabrać?- Evans uniosła do góry jeden z kącików ust, na co
chłopak puścił jej oczko.
- Żadna. Mam parę spraw do załatwienia.
Wolały nie pytać.
Wiedza, w przypadku znajomości z tą czwórką, równała się
niebezpieczeństwu. Lata doświadczenia nauczyły je, że pod słowem
„sprawy” kryły się zazwyczaj: wybuchy, łamanie prawa i coś,
po czym lądowało się w Skrzydle Szpitalnym na dwa tygodnie.
- A ty Rogacz? - Cathy
dalej drążyła temat, podczas gdy Evans kopała ją pod stołem.
- Planujesz z kimś iść?
Potter uniósł do góry
jedną brew, widocznie zaskoczony jej pytaniem, a następnie
mimowolnie przeniósł spojrzenie na Lily, która nagle bardzo
zainteresowała się sztućcami. Oczywiście, że chciał z kimś
iść. Z nią. Była jedyną osobą, z którą tak bardzo chciałby
odwiedzić wioskę. Ale musieli pilnować ślizgonów, a poza
tym...Nie chciał niszczyć tego co powoli budowali. Nie zniósłby
gdyby kolejny raz go odrzuciła, nie mówiąc już o tym, że
dziewczynie z pewnością byłoby przykro, gdyby musiała to zrobić.
Uśmiechnął się krzywo.
- Jestem już umówiony.
Przed dalszymi pytaniami
Pollard, uratowała go poczta, gdy uwaga wszystkich skupiła się na
sowach i nowym numerze „Proroka”. Odetchnął z ulgą, nie
zauważając zmarszczonego czoła ukochanej. Zrobił to co powinien!
Postąpił słusznie. Tak, jak ona chciała. Był z siebie dumny.
- Zapraszał mnie zawsze.
Zawsze!
Cathy zacisnęła zęby i
przyśpieszyła kroku. Jeszcze nigdy tak bardzo nie cieszyła się na
zajęcia z transmutacji, jednak wiedziała, że na nich Evans w końcu
przestanie narzekać na Rogacza.
- Jesteś zazdrosna, czy
jak?
- Nie! Coś ty! -
dziewczyna oburzyła się i odgarnęła na plecy swoje kasztanowe
fale. Nie nadążała za szybkim krokiem przyjaciółki, więc co
parę kroków podbiegała, by nie zostać w tyle. - Po prostu on...
- Zawsze cię zapraszał.
Tak wiem - brunetka przewróciła oczami, z ulgą dopadając do drzwi
od klasy. Nacisnęła klamkę, niemal wbiegając do środka i
zajmując swoje stałe miejsce w ostatniej ławce. - A ty zawsze mu
odmawiałaś. I teraz też chciałaś to zrobić. Martwiłaś się,
że złamiesz mu biedne rogate serduszko. Problem się rozwiązał, a
ty nadal narzekasz!
Lily wyglądała jakby
chciała coś odpowiedzieć, ale po kilku sekundach namysłu, w końcu
zrezygnowała. Usiadła obok, wydymając usta niczym obrażony
pierwszoroczny, jednak nie wytrzymała długo i korzystając z tego,
że McGonagall jeszcze się nie pojawiła, obróciła się w stronę
przyjaciółki.
- Wiem, że zachowuję się
jak pies ogrodnika. I cieszę się, że dał sobie spokój i być
może spotka się z kimś, kto naprawdę będzie go lubił...- Pollard
nie wyglądała na przekonaną, jednak postanowiła się nie odzywać.
- Tyle, że...to było fajne. No wiesz, takie podobanie się komuś.
Catherine uderzyła głową
w ławkę, a Lily ukryła twarz w dłoniach.
- O mój Merlinie...W
skali od Remusa do Blacka, jak bardzo samolubnie zabrzmiałam?
- Zdecydowanie Potter.
- Cholera.
- Miło mi, że tak się
cieszysz na mój widok, panno Evans- Minerwa weszła przez drzwi,
natychmiast uciszając wszystkich uczniów. Nikt nie wiedział, skąd
kobieta uzyskiwała taki szacunek wśród młodzieży, ani jak
utrzymywała wśród nich dyscyplinę, jednak nikt nie odważył się
jej sprzeciwić. Może z wyjątkiem Huncwotów, ale oni załamywali
wszelkie prawa natury.
Lily w ogóle nie
słuchała, szkicując wzory na marginesie podręcznika, nie
potrafiąc skupić się na słowach pani profesor. Gdy tylko
ogłoszono koniec lekcji, zerwała się z miejsca i wyszła z sali,
nie przejmując się rozbawioną Cath.
Co jej się stało?
Zachowywała się okropnie, niedojrzale i samolubnie. Nic dziwnego,
że zaprosił kogoś innego. Przecież go nie chciała. Tak samo jak
nie chciała dawać mu fałszywej nadziei. Pozbyła się problemu! A
jeżeli umówił się z kimś, kto naprawdę go lubił, mogła tylko
życzyć mu szczęścia i trzymać za niego kciuki. Tak postąpiłaby
dobra przyjaciółka. Przecież nią była. Dokładnie to musiała
zrobić!
Wychodziła zza zakrętu,
całkowicie pochłonięta własnymi myślami, kiedy nagle na kogoś
wpadła. Od razu rozpoznała chłopaka, więc odsunęła się na
bezpieczną odległość, przyjmując szybko wrogi wyraz twarzy.
- Lily...- Severus
uśmiechnął się blado, robiąc krok do przodu. Zdawałoby się, że
chce ją przytulić, więc rudowłosa zrobiła zgrabny unik.
- Śpieszę się -
burknęła, starając się ominąć dawnego przyjaciela. On jednak
chwycił ją za ramię. Nie zamierzał marnować okazji, w jakiej się
znaleźli: sami na pustym korytarzu, nareszcie mogąc zamienić parę
słów.
- Porozmawiaj ze mną.
- Nie sądzę, żeby to
był dobry pomysł - dumnie uniosła podbródek do góry. - Nie jesteś
zbyt dobry ze słowami. Wypowiadasz te, których nie powinieneś.
Ślizgon skrzywił się,
jakby dziewczyna uderzyła go w policzek. Ile będzie musiał
cierpieć za jeden błąd?
- Przecież już cię
przepraszałem. Tysiąc razy! Co jeszcze mam zrobić?!
Wpatrywała się w niego
swoimi cudownie zielonymi oczami, próbując dostrzec chłopaka,
który jeszcze nie tak dawno temu był dla niej jak brat. Nie
potrafiła. Teraz widziała tylko najlepszego przyjaciela Malfoya i
reszty podejrzanego towarzystwa. Kogoś kto obraził ją w najgorszy
dla czarodzieja sposób i to za coś, z czego była cholernie dumna:
swojego pochodzenia. Ślizgona, który wierzył w to, czego ona się
brzydziła. I który, gdyby dawniej się nie przyjaźnili, z
pewnością by jej nie przeprosił.
- Muszę iść, Sev -
wyrwała ramię z jego uścisku i już miała odejść, kiedy on
postanowił mieć ostatnie zdanie.
- Pewnie do Pottera i
Blacka, co?
Odwróciła się powoli,
mierząc go chłodnym spojrzeniem i zaciskając dłonie w pięści.
- O co ci chodzi?
- Ostatnio ciągle cię z
nimi widuję!- zawołał, jakby oskarżał ją o poważną zbrodnię.
-Z tymi...kretynami!
- To moi przyjaciele.
Jej głos jeszcze nie
brzmiał tak stanowczo, jak wtedy. Severus zamrugał kilkakrotnie,
nie mogąc uwierzyć w to co słyszy.
- Od kiedy?!
Przecież...sama mówiłaś, że to pozerzy! I dzieciaki! I...
- To było w pierwszej
klasie!- teraz i ona podniosła głos. - Ludzie się zmieniają, Sev.
Ty akurat powinieneś zdawać sobie z tego sprawę. Niektórzy na
gorsze, niektórzy na lepsze. Nie mamy już jedenastu lat.
- Nie pamiętasz co oni mi
robili?! - syknął, wyraźnie zdenerwowany.
- A więc ja mam ci
wybaczyć, ale ty im nie potrafisz? - dziewczyna skrzyżowała ręce
na piersi i wbiła w niego wściekłe spojrzenie. Wyglądała
naprawdę groźnie, jak na tak drobną postać. - Oni byli dziećmi. A
ty jaką masz wymówkę? - żołądek Snape'a skurczył się w ciasny
supeł. Nie tak miała wyglądać ta rozmowa...Przez chwilę po
prostu stali w ciszy, aż w końcu zza zakrętu wyszli ci, których
ślizgon chętnie zrzuciłby ze schodów.
- Evans! - zawołał Peter,
zdziwiony widokiem tej dwójki razem. - Co tu robisz?
- Nic - westchnęła
dziewczyna. - Absolutnie nic. Idziecie do wieży?
James pokiwał głową, z
trudem hamując się, by nie wyciągnąć różdżki. Kiedy wpatrywał
się w Severusa, w jego oczach widniała czysta nienawiść. Lily
podbiegła w ich stronę, a Black, objął ją ramieniem. Jak bardzo
Potter chciałby być na jego miejscu!
- Wracaj do lochów,
Smarkerusie - burknął Łapa. - Nie chcę na ciebie patrzeć dłużej
niż jest to konieczne. Chodźcie.
Ciągnąc za sobą swoją
przyjaciółkę, skierował się w stronę Pokoju Wspólnego
Gryffindoru. Nie oglądał się za siebie, w przeciwieństwie do
Lily. Ona posłała Severusowi ostatnie rozczarowane spojrzenie,
odbierając mu nadzieję na jakiekolwiek przebaczenie i definitywnie
łamiąc mu serce.
- Wszystko w porządku? -
James pokiwał głową, oddychając ciężko. Cholera, to zaklęcie
było mocne. Grant wyciągnął w jego stronę rękę, ale on uniósł
się dumą i z trudem wstał o własnych siłach. - Odpocznij trochę.
Usiądź.
Chciał się kłócić,
jednak doskonale wiedział, że profesor opcm jest bardziej uparty
niż Lily. Dokładnie ta sama, która wyglądała tak cudownie z
włosami zaplecionymi w dwa luźne warkocze i w obcisłej koszulce,
eksponującej jej krągłości. Uśmiechała się lekko w jego
stronę, widocznie zmartwiona tym, jak mocno dostał.
Z ociąganiem udał się
pod ścianę i usiadł na parapecie. Próbując nie zwymiotować,
obserwował pozostałych uczniów, którzy w parach ćwiczyli
zaklęcia z ostatnich zajęć. Jego głowa pulsowała bólem, a świat
dookoła delikatnie wirował.
- James - Grant stanął
obok niego, krzyżując ręce na klatce piersiowej. - Co się dzieje?
Rogacz lubił z nim
rozmawiać. Często zostawał po lekcjach, wypytując o nowe
zagadnienia, a kończąc na rozmowie o wszystkim. Mógł mu się
zwierzyć, ale co z tego? Poza tym był mężczyzną! Nie musiał
opowiadać o swoich uczuciach. A jeżeli już się na to decydował,
miał Syriusza lub pozostałych Huncwotów. Pokręcił głową.
- Wszystko okej.
- Nie jest okej. To był
łatwy atak, powinieneś był go zablokować.
Miał rację.
- Wiem. Ja po prostu...Nie
byłem...
- Skupiony? - dokończył
ostro profesor, wywołując u chłopaka wyrzuty sumienia. Nagle
granica między uczniem, a wyjątkowo rozczarowanym nauczycielem
stała się wyraźna.
- Jesteś dobry, Potter.
Jesteś najlepszy - mężczyzna ściszył głos do szeptu, aby nikt
nie usłyszał tego wyznania. - Ale jak nie dasz z siebie stu procent,
to nie będziesz nawet przeciętny.
- Przepraszam, okej? -
warknął chłopak, zeskakując na podłogę. W głowie mu
zaszumiało, jednak nie dał nic po sobie poznać. -Raz mi się
zdarzyło.
- Nie możesz się
rozpraszać byle czym.
- Wiem. Ale profesor nie
może pokładać we mnie aż takiej nadziei! Mam sporo na głowie i
naprawdę nie zawsze mogę...
- Nie sądziłem, że
kawały i panna Evans są aż tak zajmujące - Grant przerwał mu
stanowczo, dopiero po chwili orientując się, że przekroczył
granicę. James posłał mu chłodne spojrzenie.
- Interesowanie się moim
życiem prywatnym chyba nie leży w pana kompetencjach?
Nauczyciel westchnął i
przeczesał włosy ręką. Stojące blisko puchonki zachichotały na
ten widok, ale on całkowicie je zignorował.
- Wybacz, masz rację. Po
prostu...zgaduję, że sam mam aktualnie za dużo na głowie.
Przez chwilę w ciszy
obserwowali ćwiczących. Cathy nieustannie zerkała w ich stronę,
posyłając profesorowi olśniewający uśmiech. Ona i Lily toczyły
wyrównany pojedynek, radząc sobie wyjątkowo dobrze.
- Na następnych zajęciach
obiecuję się poprawić - burknął w końcu James. Dłonie nadal
miał zaciśnięte w pięści, jednak złość powoli przechodziła.
- Potrzebujemy takich
ludzi jak ty - Grant brzmiał śmiertelnie poważnie. Wzrok wbijał
przed siebie, nie chcąc by uczeń odczytał w jego spojrzeniu
jakichkolwiek emocje. - Jest kiepsko, Potter.
Okularnik zmarszczył
czoło. Przecież doskonale o tym wiedział. Lily puściła mu oczko,
kiedy udało jej się odrzucić Pollard na ścianę.
- Wyszkol mnie.
Profesor odwrócił się
w jego stronę wyraźnie zaskoczony.
- Słucham?
- Wyszkol mnie. Wiem, że
są lekcje i klub pojedynków, ale...to nie jest nawet połowa tego,
czego możesz mnie nauczyć!
- Potter, to...
- Ma profesor lepsze
zajęcia w tym nudnym zamku?
Mężczyzna przez chwilę
po prostu na niego patrzył, zupełnie jakby chcąc wyczuć czy
żartuje, czy mówi serio. Zmarszczył brwi, ustalając wszelkie „za”
i „przeciw”.
- Przecież sam mówiłeś,
że masz dużo na głowie. Nauka, klub, quidditch...Nie wspominając
już o kawałach i pannie Evans - zażartował, wprawiając Jamesa w
taki szok, że ten omal się nie przewrócił. Dowcipkujący Adam
Grant nie był zjawiskiem często występującym, chyba, że gdzieś
obok kręciła się Cathy, jakimś cudem potrafiąca nacisnąć na
odpowiedni odcisk, by go do tego zmusić.
- Dam sobie radę - obiecał
huncwot, teatralnie kładąc dłoń na sercu. - A jak nie,
przestaniemy.
Nauczyciel nie wyglądał
na przekonanego, kiedy powoli skinął głową.
Jeden z moich ulubionych :3
