Na dzisiaj koniec.
Głos Granta brzmiał zdecydowanie, jednak James mocno pokręcił głową. Z trudem łapał oddech, niektóre z ran wyglądały naprawdę paskudnie i szczerze mówiąc ledwo mógł ustać na nogach, ale nie skończył. Jeszcze nie. Z dumą uniósł różdżkę i wycelował ją w profesora.
- Ostatni raz.
Mężczyzna powstrzymał się od przewrócenia oczami. Cholera, młody miał zapał, to musiał mu oddać. Wrócił na swoje miejsce, stając naprzeciwko okularnika, a następnie skinął głową, wykazując gotowość do walki. Natychmiast z obu stron posypały się kolorowe promienie.
Był dumny z chłopaka. Już nie lądował w Skrzydle Szpitalnym po każdych zajęciach, a i z zaklęciami szło mu o wiele lepiej. Nauczyciel wiedział, że nie ma on łatwego życia: z nauką, treningami quidditcha, Klubem Pojedynków, a na dodatek dość ciekawym, jak Grant zdążył zauważyć, życiem towarzyskim. I to nie tak, że był ciekawski. Jednak dopiero teraz zrozumiał ile można dostrzec zza drugiej strony biurka. Kiedy sam uczył się w Hogwarcie, uważał, że nauczyciele nic nie rozumieją. Stojąc po przeciwnej stronie barykady, miał wrażenie jakby odkrył nowy sposób patrzenia na świat.
W końcu udało mu się powalić chłopaka na ziemię, który widocznie wściekły otarł z twarzy krew.
- Idź z tym do Skrzydła - Grant podał mu dłoń i pomógł wstać.
James machnął lekceważąco ręką, jakby złamany nos stanowił najmniejszy z jego problemów. - Spokojnie, panie profesorze. Zagoi się.
Usiadł na jednej z ławek, przywołując do siebie butelkę z wodą.
- Możesz mi mówić Adam - burknął mężczyzna, sam również sięgając po napój. - Poza klasą, oczywiście.
- No nie wierzę - huncwot uśmiechnął się krzywo, co może wyglądałoby lepiej gdyby nie osocze na jego twarzy. - Myślałem, że to wyłączny przywilej Cathy.
Kąciki ust mężczyzny lekko zadrgały.
- Pollard sama przyznaje sobie pewne prawa i wydaje mi się, że jakikolwiek opór jest w tym przypadku bezcelowy.
- Cała ona.
- Jest dosyć...- auror zastanowił się chwilę nad odpowiednim słowem. - Specyficzna.
- Jeśli rozumiesz przez to bezmyślna i pokręcona, to owszem – prychnął Potter, jednak w jego głosie kryła się taka czułość, że nie było wątpliwości jak naprawdę zależało mu na dziewczynie.
- Długo się przyjaźnicie? - Grant miał do sprawdzenia wypracowania trzecich klas i przygotowanie lekcji, ale mimo to usiadł na ławce naprzeciwko chłopaka i wbił w niego uważne spojrzenie. Lubił ich zajęcia oraz ich rozmowy, łapiąc się na tym, że nie zauważa różnicy wiekowej. Poza Hogwartem z pewnością mogliby się zaprzyjaźnić.
- Z Cathy? Od pierwszego dnia w szkole, tak sądzę – James zmarszczył brwi, próbując znaleźć we wspomnieniach moment, w którym pojawiła się brunetka. - Wdała się w dyskusję z jakimś trzecioklasistą, więc Syriusz i ja wyciągnęliśmy ją z kłopotów – Grant jakoś nie był zaskoczony. - No i tak już zostało. Nie jest to łatwe zadanie, ale ktoś musi...- westchnął przeciągle huncwot. - Zeszły rok, to był dopiero dramat!
Adam uniósł do góry jedną brew, ciekawy historii, kryjącej się za tym stwierdzeniem, jak w sumie wszystkiego co dotyczyło grupki przyjaciół. W pewien sposób go fascynowali. On w Hogwarcie także miał swoich znajomych i wtedy wydawało mu się, że to coś prawdziwego. Niestety po skończeniu szkoły, gdy rozjechali się każdy w swoją stronę, po kontakcie i jakiejkolwiek więzi nie pozostało nic innego niż wspomnienia oraz wysyłanie kartek świątecznych.
Jeśli jednak chodziło o tych Gryfonów czuł, że w ich przypadku coś takiego nie będzie miało miejsca. Mieli raptem szesnaście lat, ale wydawali mu się o wiele dojrzalsi i świadomi tego czego oczekują od życia, niż on, gdy był w ich wieku.
- Piąta klasa...- James przeczesał dłonią swoje rozwichrzone włosy. Widać nie potrzebował dużej zachęty by kontynuować historię. - Lily twierdzi, że istnieje jakieś naturalne wyjaśnienie co dzieje się z ludźmi w piątej klasie. Niby hormony czy coś takiego. Ale nieważne jak to nazwiemy: ważne, że wszystkim zaczęło odbijać – Adam z trudem potrafił powstrzymać śmiech, obserwując nieszczęśliwą minę swojego podopiecznego. Widocznie ostatni rok naprawdę był dla niego intensywny. - Nawet nie wyobrażasz sobie ile roboty mieliśmy, próbując odstraszyć natrętów od Cath.
A może jednak? Doskonale widział jak często chłopcy zagadywali do dziewczyny lub wpatrywali się w nią maślanym wzrokiem. Nawet to rozumiał, obiektywnie przyznając, że była jedną z najbardziej urodziwych dziewczyn w szkole.
- Lubi cię – stwierdził nagle James, posyłając mu poważne spojrzenie. Grant prychnął.
- Puchonki z czwartego roku również. Rysują mi serduszka na wypracowaniach. Ale jestem nauczycielem, Potter – skrzyżował ręce na szerokiej klatce piersiowej, również wbijając wzrok w chłopaka.
- W porządku - gryfon skinął głową. - Tylko uprzedzam: Cathy to ciężki przeciwnik - och tak, Grant miał tego świadomość, gdy uganiał się za nią po całych błoniach prosząc o przyjęcie przeprosin. Zacisnął zęby na wspomnienie tej chwilowej słabości, co nie umknęło czujnemu huncwotowi. - A jeżeli uroni przez ciebie chociaż jedną maleńką łezkę...- James zrobił dramatyczną pauzę. - To skopiemy ci tyłek. Niezależnie od tego jak dobry jesteś.
Jego ton był dość nonszalancki, jednak oboje wiedzieli, że w tym przypadku nie żartuje. Adam powoli skinął głową.
- Powinieneś wracać do wieży. Już dawno jest cisza nocna.
- Co ci się stało?! - Lily otworzyła szeroko oczy na widok Jamesa, który krzywiąc się opadł na siedzenie obok.
- Trochę wczoraj przesadziłem z Grantem. Spokojnie, rozchodzę to.
Rudowłosa zamrugała kilkakrotnie rzęsami, nie mogąc odwrócić spojrzenia od posiniaczonej twarzy Rogacza. Okej, rozumiała, że chciał się uczyć i naprawdę podziwiała go za kolejne zajęcia, które wziął sobie na głowę, ale na Merlina! To już była przesada! Wyglądał jak śmierć.
- Masz złamany nos! Te obtłuczenia też nie wyglądają dobrze...
- Martwisz się o mnie? - zapytał z huncwockim uśmiechem, odwracając się gwałtownie w jej stronę. Nawet jeżeli cierpiał, nie dał nic po sobie poznać, a w jego orzechowych oczach błyszczało rozbawienie. Dziewczyna prychnęła.
- Nie.
- Ani trochę?
- Ani odrobinkę.
Wróciła do robienia kanapek, postanawiając że już się nie odezwie, nawet jeżeli Grant w pewnym momencie oderwie mu nogę i obie ręce. Nie mogła jednak nie zauważyć, jak chłopak z trudem porusza ramieniem i nieustannie chwyta się za prawy bok, choć Merlin wie, że bardzo starał się nic pokazywać. Westchnęła i niechętnie podsunęła mu talerzyk z gotowym jedzeniem.
- Masz. Ale od razu po śniadaniu idziesz do Skrzydła.
Uśmiechnął się w podzięce, z zadowoleniem obserwując jej zarumienione policzki. Och, ta dziewczyna była za dobra dla tego świata.
- Ja pieprzę, Potter - Cathy jak zwykle spóźniona, zajęła miejsce naprzeciwko huncwota. Jej koszula była niedokładnie zapięta, a włosy rozwichrzone, jednak i tak wyglądała tysiąc razy lepiej od chłopaka. - Evans cię tak urządziła? A mówiłam, żebyś jej nie denerwował.
- To nie ja! - zawołała oburzona rudowłosa, rzucając w przyjaciółkę kawałkiem grzanki.
- Twój wyimaginowany chłopak tak go zrobił- Syriusz odstawił pusty kubek po kawie, nareszcie czując się zdolny do prowadzenia jakiejkolwiek logicznej dyskusji. - Biedny Rogaś, wczoraj ledwo doczłapał się do dormitorium...
- Nie przesadzasz trochę? - Pollard zmarszczyła brwi. Wiedziała, że James jest świetnym czarodziejem, jednak Grant był siłą stojącą kilkanaście poziomów nad nimi. Nie mówiąc już o tym, że chłopak miał na głowie strasznie dużo obowiązków.
- To wy przesadzacie. Jak przestanę dawać radę to z tym skończę – wzruszył ramionami. - Ale na razie wiem tyle, że te zajęcia dają mi więcej niż pięć poprzednich lat w tej szkole.
- Że też ci się chce...- westchnął Syriusz dolewając sobie kolejnej porcji kofeiny.
- A właśnie, Cath! - James oderwał się na chwilę od kanapki i uśmiechnął w kierunku przyjaciółki. - Zgadnij o czym wczoraj rozmawialiśmy...- trójka gryfonów wbiła w niego spojrzenia. - O tobie.
Dziewczyna uśmiechnęła się tak szeroko i uroczo, że przechodzący obok krukon mimowolnie zapatrzył się na nią i przewrócił, zaliczając widowiskowe lądowanie na podłodze Wielkiej Sali.
- Naprawdę? Co mówił?
- Nic specjalnego, w sumie...Dzięki - Rogacz przyjął od Lily kubek gorącej herbaty. - Stwierdził, że jesteś specyficzna. I interesowało go jak się zaprzyjaźniliśmy.
Wszyscy, niemal jednocześnie, spojrzeli w stronę stołu nauczycielskiego, zatrzymując wzrok na ulubionym profesorze. Rozmawiał o czymś z McGonagall, przypominając odrobinę wystraszonego pierwszaka. Minerwa chyba faktycznie była mistrzynią transmutacji, ponieważ była jedyną osobą na świecie, która potrafiła zmienić ten bezduszny kamień na dwóch nogach w zestresowanego uczniaka.
- Nie chcę cię dobijać, Pollard...- mruknął Syriusz. - Ale Grant to legenda. Nawet ty nie dasz rady.
Dziewczyna uniosła brew, by następnie wydąć seksownie usta i nachylić się w jego stronę.
- Nie doceniasz mnie, Łapciu.
Od dawna uodporniony na te sztuczki, zmierzwił tylko jej ciemne włosy, niczym młodszej siostrze.
- Jesteś dla niego gówniarą. To tak jakbym ja zakochał się w jednej z tych irytujących trzecioklasistek! - wskazał głową na siedzącą niedaleko nich grupkę, która niezmiennie dzień w dzień, wpatrywała się w niego i Pottera jak zaczarowana. Gdy tylko zauważyły, że patrzy w ich stronę zaczęły chichotać i plotkować. O Merlinie.
- Będę się śmiała, jak za parę lat przedstawisz nam jedną z nich jako miłość swojego życia – pokazała mu język, na co przewrócił oczami.
Jasne. Problem polegał na tym, że Syriusz Black z natury się nie zakochiwał, a co dopiero w takich natrętnych gówniarach.
Cathy weszła do klasy uśmiechając się do każdego kogo mijała. Miała dziś wyjątkowo dobry humor. Nie tylko nie spóźniła się na żadną lekcję, ale też załapała się na ostatni kawałek tarty szpinakowej na obiedzie, nie mówiąc już o tym, że za pięć minut miały zacząć się zajęcia Klubu Pojedynków.
Niemal natychmiast dostrzegła Granta, który chodził po powiększonej pięciokrotnie klasie i rzucał odpowiednie zaklęcia, by przygotować ją do kursu. Wyglądał tak dobrze w przylegającej do ciała ciemnej koszulce z długim rękawem i sportowych luźnych spodniach, opadających na biodra. Musiał wyczuć, że ktoś na niego patrzy, ponieważ nagle odwrócił się w jej stronę. Na widok brunetki, kąciki jego ust uniosły się delikatnie do góry, jednak nikt nie nazwałby tego uśmiechem. Dziewczyna zupełnie nie przejęła się tym, że przyłapał ją na wpatrywaniu się i całkowicie niespeszona pomachała do niego, a następnie skierowała się w stronę siedzącego pod ścianą Remusa.
- Cześć! - zawołała, zajmując miejsce obok chłopaka. Ten natychmiast zamknął czytaną właśnie książkę, skupiając całą uwagę na przyjaciółce.
- Cześć. Jesteś wesoła.
Wzruszyła ramionami, zerkając kątem oka w kierunku Granta.
- To chyba dobrze?
- Zależy od powodu. Jeżeli zaczarowałaś jakiegoś ślizgona, albo upiekł ci się szlaban...
- Dlaczego ty zawsze myślisz o mnie najgorzej? - zaśmiała się dziewczyna, szturchając go w ramię. Chłopak pokręcił głową, wsłuchując się w jej melodyjny chichot.
- Bo cię znam?
Prawda była jednak taka, że nic nie byłoby w stanie sprawić, by przestał myśleć o dziewczynie w innej kategorii niż „ideał”. Była jego najlepszą przyjaciółką, której mógł powiedzieć wszystko. Osobą, która nie odsunęła się od niego, gdy dowiedziała się o futerkowym problemie, ale co miesiąc tkwiła w oknie, martwiąc się o niego. Dziewczyną, która przekonała go, że jest człowiekiem.
- Gdzie zgubiłaś Lily? - mruknął, przeklinając się. Nie powinien tak dużo myśleć o brunetce. Czasem wydawało mu się, że odwzajemnia jego uczucia: gdy przesiadywali całą noc w Pokoju Wspólnym, po prostu rozmawiając, a ona patrzyła na niego tymi swoimi wielkimi sarnimi oczami, szepcząc swoje największe sekrety. Jednak potem wszystko szybko wracało do normalności, a on do myśli, że taka dziewczyna jak Cathy nigdy nie spojrzy na niego inaczej niż na przyjaciela.
- Ma jeszcze zajęcia, więc przyjdzie spóźniona - Pollard machnęła dłonią lekceważąco. - Hej! Czy to nie James z Willis?
Faktycznie. Przy oknie stał Rogacz, mierzwiąc swoje ciemne włosy i powodując przyspieszone bicie serca u połowy zebranych w klasie dziewczyn. On jednak tego nie dostrzegał, całą swoją uwagę poświęcając ulubionej ścigającej, siedzącej na parapecie i machającej nogami w powietrzu, niczym mała dziewczynka.
- Myślisz, że oni...- Cathy zrobiła sugestywną minę, na co Lunatyk przewrócił oczami.
- Merlinie, nie! Tylko się przyjaźnią. Naprawdę sądzisz, że jakakolwiek dziewczyna byłaby w stanie odciągnąć Jamesa od Rudej?
Cóż, nigdy wcześniej tak absurdalny pomysł nie wpadłby Cathy do głowy, jednak teraz zaczynała się wahać. Potterowi zależało na Lily, jasne. Ale nawet on miał swoją granicę cierpliwości, a dziewczyna nieustannie go odrzucała. Z Sophie za to spędzał ostatnio coraz więcej czasu i naprawdę rzadko można było spotkać tą dwójkę osobno. Mieli wspólne pasje, treningi...I nawet ślepy zauważyłby jak urocza stała się czwartoklasistka przez te wakacje.
- Idziemy - zadecydowała brunetka, ruszając szybko w kierunku obserwowanej pary, nawet nie oglądając się na Lupina. - Cześć wam!
Oboje spojrzeli na nią zaskoczeni, gwałtownie przerywając rozmowę.
- Hej, Cathy. Remus - skinęła głową Willis, a na jej jasnych policzkach natychmiast pojawiły się rumieńce, co nie umknęło spojrzeniu Pollard.
- Czego chcesz? - James zmrużył oczy, wpatrując się podejrzliwie w przyjaciółkę.
- Muszę od razu czegoś chcieć? - udała oburzoną, ale umilkła pod wpływem spojrzenia Rogacza. -Po prostu was zobaczyłam i stwierdziłam, że podejdziemy, bo w grupie weselej!
Nie mogła nie zauważyć zmiany jaka nastąpiła w zachowaniu Sophie od kiedy ona i Remus podeszli. Nadal uśmiechała się uroczo, jednak była wyraźnie zmieszana i nieustannie zerkała na Pottera, jakby mieli swoje własne tajemnice. Cathy nie podobało się to ani trochę.
Okularnik widocznie chciał jej coś powiedzieć, jednak przerwał mu donośny głos Granta, który ustawił się na środku klasy, skupiając na sobie uwagę wszystkich uczniów.
- Wiem, że parę osób jeszcze do nas dotrze, ale chyba możemy zaczynać. Dobierzcie się w pary, proszę i ustawcie się w nich na całej szerokości sali.
- To co, Mała - James uśmiechnął się szeroko do Sophie. - Myślisz, że dasz mi radę?
- Och, proszę. Zdepczę twoje nadmuchane ego i to z zamkniętymi oczami! - zeskoczyła z parapetu z taką gracją, że Cathy poczuła do niej nową falę nienawiści, i objęła chłopaka w pasie. W jego ramionach wyglądała na jeszcze drobniejszą niż była w rzeczywistości. Pogrążając się w rozmowie, ku rozpaczy brunetki, udali się na drugi koniec sali.
- Czy ty to widziałeś?! - zawołała oburzona, odprowadzając parę wzrokiem. - Przysięgam, że Evans musi się ogarnąć, bo nawet nie zauważy, kiedy ta mała pluskwa ukradnie jej faceta!
Remus wybuchnął śmiechem, chwytając ją za rękę i ustawiając na odpowiednim miejscu.
- Wyluzuj. Oni się tylko przyjaźnią. Potterowe serduszko nadal bije tylko dla Lily.
Nie przekonało jej to, jednak Grant nagle znalazł się tuż przy niej, a to skutecznie odwróciło jej uwagę od problemów miłosnych Rogacza. W końcu miała swoje.
- Cześć, Adam.
- Panie profesorze - przypomniał, na co machnęła lekceważąco ręką.
- Nie mieliśmy dzisiaj zajęć. Stęskniłeś się? - może trochę przesadzała, ale była jedną z tych osób, które nie akceptowały stwierdzenia „za dużo”. Grant widać już to zrozumiał, bo tylko pokręcił głową, a na jego ustach pojawił się ten słynny prawie pół-uśmiech, który tak bardzo lubiła.
- Ale ty jesteś uparta – westchnął przeciągle. Przeczesała dłonią swoje ciemne włosy, posyłając mu długie spojrzenie spod rzęs.
- Taka się urodziłam.
- Powinnaś powiedzieć „dziękuję” - poprawił ją, na co uniosła do góry jedną brew w wyrazie zaskoczenia.
- Niby za co?
- Za komplement. Uparty auror to dobry auror.
Miała wrażenie, że są sami w klasie. Rozmawiali całkowicie swobodnie, patrząc sobie w oczy i dopiero po chwili mężczyzna odchrząknął nerwowo, jakby przypominając sobie o reszcie uczniów. Wyprostował się, ponownie przybierając na twarz uprzejmy profesjonalizm, którego tak nie znosiła.
- W porządku...Wszyscy mają pary, tak? Świetnie! - szybkim krokiem przeszedł na drugi koniec klasy, przystając przy Willis i Potterze, tego drugiego klepiąc po ramieniu i prosząc o zademonstrowanie nowego zaklęcia.
Cathy odwróciła się w stronę Remusa z szerokim uśmiechem na ustach, którego o dziwo nie odwzajemnił.
- Coś się stało? - zapytała zdziwiona, ale ten stanowczo pokręcił głową.
-Wszystko w porządku.
Nie dostrzegła, że dłoń zacisnął na różdżce zdecydowanie mocniej niż zawsze.
- Hej, Evans! - Lily zatrzymała się gwałtownie na dźwięk własnego nazwiska, niemal przewracając się na marmurowej posadzce. Odwróciła się do tyłu, by zobaczyć zbliżającą się sylwetkę Blacka. -Na Merlina, dziewczyno! Gonię cię od pięciu minut!
- Przepraszam - westchnęła, łapiąc oddech. - Już jestem spóźniona na spotkanie Klubu.
- Ja też - przytaknął, uśmiechając się szelmowsko. - Na to najlepsze zawsze się czeka.
Rudowłosa prychnęła, chwytając przyjaciela za ramię.
- Masz zaszczyt eskortować mnie na zajęcia, Black.
Wpadli do klasy piętnaście minut po rozpoczęciu, narażając się na surowe spojrzenie Granta, który jednak nie skomentował ich spóźnienia.
- Widzisz gdzieś Cathy? Miałam z nią...- Lily urwała gwałtownie wyłapując przyjaciółkę wśród tłumu. Widocznie świetnie się bawiła w towarzystwie Remusa, machając różdżką na prawo i lewo.
- Chyba jesteś skazana na mnie, Evans - uśmiechnął się Łapa, ustawiając się naprzeciwko niej. - Spokojnie, postaram się nie zrobić ci krzywdy.
Pokazała mu środkowy palec.
- Od kiedy ty w ogóle ćwiczysz z kimś kto nie jest Potterem? - zmarszczyła czoło. - Zawsze wydawało mi się, że jesteście do siebie przyklejeni.
- Uznałem, że raz możesz mieć ten przywilej posiadania mnie na własność – puścił jej oczko, na co parsknęła śmiechem. - Poza tym ten cholerny jeleń olał mnie dla dziewczyny. Nigdy nie sądziłem, że doczekam tego dnia...- udawał oburzonego, jednak w jego głosie brzmiało zbyt dużo rozbawienia. Lily zaskoczona spojrzała w kierunku, w którym spoglądał chłopak i niemal natychmiast dostrzegła szczęśliwego Jamesa, rzucającego zaklęciami w drobną blondynkę zupełnie tak, jakby nie widział poza nią świata.
- To jak tam, Ruda? - szyderczy głos Blacka przywołał ją do rzeczywistości. - Zazdrosna?
- Nie jestem zazdrosna – burknęła, odwracając spojrzenie od Rogacza i jego nowej przyjaciółki. Nawet stojąc tak daleko słyszała jej słodki, wesoły śmiech. - Po prostu już nie mogę się doczekać, aż skopię ci ten seksowny arystokratyczny tyłek!
- Evans, ty flirciaro – udał zawstydzonego i nawet się nie zorientował, gdy w jego stronę poleciało pierwsze zaklęcie.
Lily czuła na sobie spojrzenie Cathy przez cały wieczór. Nie mogła nawet skupić się na jedzeniu, mając wrażenie, że ciemne oczy przyjaciółki wywiercają dziurę w jej głowie.
- O co ci chodzi? - westchnęła w końcu, rzucając sztućce na talerz. Brunetka wzruszyła ramionami, nadal jednak nie odwracając wzroku.
- Zastanawiam się po prostu skąd się to w tobie wzięło.
- Sama nie wiem.
Miała dość tych pytań, niemal tak samo mocno jak rozbawionych gratulacji i poklepywań po ramieniu.
- Wiesz, niecodziennie ktoś zmiata Syriusza Blacka z powierzchni ziemi...
W głosie Pollard brzmiała satysfakcja i rozbawienie, które szybko zniknęły na widok zbliżających się do stołu Huncwotów.
- Łapa! - odezwała się Lily, chwytając arystokratę za rękaw szaty. - Tak bardzo, bardzo cię przepraszam!
Chłopak wyglądał jakby zjadł coś bardzo nieświeżego. Oczywiście, wiedział, że Evans jest zdolną czarownicą, jednak...Cholera! Nigdy nie sądził, że mógłby przegrać z nią pojedynek. I to na dodatek tak...sromotnie. To ukuło w jego dumę, jedną z najważniejszych dla niego wartości, ale przecież to nie była wina dziewczyny. Już prędzej jego samego: naprawdę powinien przyłożyć się do lekcji i nabrać trochę pokory.
- Daj spokój, Ruda. Wygrałaś w uczciwej walce.
- Stanowczo przesadziłam! Nie wiem co mi się stało...- w jej zielonych oczach kryło się tyle wyrzutów sumienia, że chłopakowi mimowolnie również zrobiło się głupio.
- Lily, mówię serio. To był świetny pojedynek i nie doceniałem cię. Następnym razem się odkuję – aby dodatkowo pokazać jej, że nie ma się czym przejmować, objął ją ramieniem i przytulił, dopóki nie poczuł, że się rozluźnia.
- W porządku. Dzięki.
Remus rozpoczął dyskusję na temat zadanego na jutro eseju z eliksirów, wciągając w nią Petera i Cathy, więc Syriusz mógł spokojnie porozmawiać z rudowłosą.
- Byłaś naprawdę niesamowita - stwierdził, powodując, że na jej policzkach pojawiły się czerwone rumieńce. - Nigdy nie widziałem cię takiej podkurzonej.
- Nie byłam zła...- zaprzeczyła, kręcąc głową. - To jakoś tak samo wyszło.
- Przez Jamesa i Sophie? - musiał się upewnić, czy jego domysły były słuszne. Dziewczyna jednak posłała mu pełne litości spojrzenie.
- Nie. Proszę cię, Łapa. Daj spokój. Ile razy mam wam mówić, że nic do niego nie czuję?
- Tyle byś usłyszała jak absurdalnie to brzmi.
Lily zmrużyła oczy i pogroziła przyjacielowi palcem wskazującym.
- Chyba przestaję żałować, że zrobiłam z ciebie miazgę.